Ktoś jeszcze pamięta Bezdroża – stronę internetową, którą rozwijałem przez kilka lat, aż do (nieuniknionej) śmierci serwera? Sporo od tamtego czasu się pozmieniało. Teraz kto chce, może pojechać gdzie chce. No prawie. Tak czy inaczej – pisanie porad w stylu, jak zdobyć wizę, kupić bilety, co zobaczyć – przestaje mieć sens. Póki ktoś nie wybiera się na Kerguleny lub Palmyrę – wszystko jest w zasięgu kliknięcia lub telefonu. Podróżowanie po świecie, z logistycznego punktu widzenia, skurczyło się do wyprawy na drugą stronę ulicy. Tyle tylko, że z plecakiem a nie siatką ziemniaków. Czy jest zatem sens dalej rozpisywać się o podróżach? Jasne, że jest! To jak z pójściem do kina albo przeczytaniem książki – czasem robi się to dla faktów i obrazów, innym razem – dla emocji. Ten blog (jejaś – nazwijmy to jakoś inaczej) powstał właśnie z tego powodu – dzielenia się emocjami z podróży. Ciekawi ludzi spotkani na trasie będą tu ważniejsi od informacji odnośnie ceny biletów wstępu. Jeśli w ogóle wytrwam w pisaniu – może z czasem powstanie tu mała księga wrażeń, kolorów i przypadków – tylko nieznacznie naznaczona faktami. Jakże to egoistyczne wierzyć, że pisanie tego ma sens! Ale – jak zaznaczyłem w profilu – może jest to przede wszystkim dla mnie samego - bym nie zapomniał. Kiedyś bywało tak, że po powrocie skądś bez problemu pamiętałem nazwy miejsc, daty, imiona spotkanych ludzi. Powoli jednak wszystko zaczyna się zlewać. Fakty i miejsca plączą się ze sobą, budując nowe, niezaistniałe historie. Zwalam to jak na razie na zbytni pośpiech zwiedzania i życia, zadyszkę jaką funduje nam cywilizacja. Czas może jednak w końcu przyznać się, że jest to wiek....
Wszystkim, którzy wykażą się chęcią i cierpliwością do czytania (a być może i – komentowania) moich wspomnień, odczuć i wrażeń – dziękuję. Moi przyjaciele są zawsze daleko (albo to ja jestem daleko), więc niech ten wirtualny kontakt jakoś pozwoli nam być bliżej siebie. Zwłaszcza kiedy moje odpisywanie na maile odkładane jest na kolejne jutro. Na razie to początek – więc nie prorokuję dalej, co z tego może wyjść. „Dajmy czasowi czas” – i zobaczmy....
