Umarłem. Nawet jeśli ciało jeszcze dycha, czekając na końcowy zawał lub nowotwór, dusza dynda na sznurze, w podrygach wiatru. Umarłem. Wzrok wlepiony w ścianę. Nie pukajcie w zatrzaśnięte drzwi...
Tak naprawdę to nie lubię blogów – słownego ekshibicjonizmu. Ten powstał bardziej z pobudek egoistycznych a może bardziej – sklerotycznych – po prostu przestaję pamiętać gdzie, kiedy byłem i co robiłem. O ile skład moich dziennych posiłków i czynności iście prywatne są do pominięcia, o tyle chciałbym pamiętać, a być może i podzielić się wrażeniami, z co wartościowszych miejsc, do których udało mi się dotrzeć i napisać o ciekawych ludziach, którzy na trasach się przewinęli. Nie jest to pamiętnik, a przynajmniej – nie chciałbym aby był. Ot, taki sobie antysklerotnik i emocjonotnik. Po prostu – nie czytajcie....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz