czwartek, 2 października 2008

Jeszcze o Sycylii – nieco kulinarnie

Kiedy wybierałem się na Sycylię, znajomi Włosi ogromnie rekomendowali mi tamtejszą kuchnię. I trzeba przyznać – mieli rację. Nie sądziłem, iż różnica będzie tak bardzo zauważalna dla przeciętnego „barbarzyńcy” z północy Europy. W końcu rasowy Włoch potrafi odróżnić spaghetti gotowane osiem i dziesięć minut, a dla szczególnych purystów będą to dwa zupełnie różne dania. Tak czy inaczej – jeśli zastosuje się absolutnie konieczną regułę numer jeden – sycylijskie jedzonko potrafi rzeczywiście zachwycić – nawet nieczułych na niuanse smakowe zjadaczy zupek chińskich (takich jak ja). Wspomniana reguła polega zaś na tym, że nie należy, nie wolno (po prostu zabraniam!) konsumować w miejscach turystycznych. Ta stara jak świat zasada tutaj sprawdza się jeszcze bardziej. Jeśli chcecie jeść rozgotowaną, nijaką pastę – możecie spożyć coś na Isola di Ortigia w Siracusie lub w centrum Palermo – ale nie miejcie do mnie pretensji, że przereklamowałem sycylijską kuchnię. Trzeba podążać za lokalnymi Włochami niczym za białym króliczkiem. A ci zazwyczaj spotykają się tłumnie w ustronnych restauracyjkach w ładnie położonych miejscach za miastami. Jak rozpoznać takie miejsca? Po pierwsze – po cenach – jedynie bardziej wyszukane dania powinny przekraczać kwotę dziesięciu Euro a po drugie – po znikomej ilości stolików dwuosobowych. Włosi w takie miejsca przybywają tłumnie – całymi rodzinami lub grupą przyjaciół. Jest zazwyczaj głośno i wesoło. A jedzenie – palce lizać!

Co zatem warto zjeść na Sycylii? Dla mnie wyspa powinna nazywać się Isola di Ricotta, bowiem wszystko, co zawierało ten delikatny serek było tam wprost przepyszne. Ale oczywiście podstawą sycylijskiego jedzonka są owoce morza. Poniżej lista dań i przekąsek, które naprawdę warto spróbować. Większość z nich da się kupić w maleńkich barach i kafeteriach za dwa-trzy euro w ramach popołudniowej przekąski. Wiele z opisanych poniżej dań można zakupić w całych Włoszech ale wierzcie mi – na Sycylii różnica będzie naprawdę zauważalna.

  • Aranchina – obsmażana ryżowa kula zawierająca zazwyczaj mięso mielone (wł. ragu) lub inne wypełnienia, np. szpinak z ricottą. Bardzo syta i tania – świetny patent na szybki lunch.
  • Pesce Spada – czyli ryba miecz – specjalność sycylijska, podawana na wiele różnych sposobów. Charakteryzuje się mocnym smakiem. W sam raz na sympatyczną kolację.
  • Insalata di polipo – to bardziej specjalność regionu Bari ale też osiągalna w wielu miejscach na Sycylii. A jest to po prostu sałatka z ośmiornic. W tradycyjnej wersji składa się właściwie wyłącznie z ośmiornic i odrobiny soku cytrynowego ale istnieje wiele konotacji tej potrawy. Mi najbardziej smakuje w połączeniu z innymi morskimi stworami, choć pewnie będzie to już wtedy Insalata ai frutti di mare. Kupując taki posiłek na Sycylii możemy mieć pewność, że wszystko będzie świeże i smaczne.
  • Granita – coś wspaniałego na upalne dni – przypomina zamrożony sok owocowy i właściwie tym jest. Smakuje o niebo lepiej niż na północy kraju, bowiem na Sycylii używa się do tego świeżo wyciśniętych, pełnych aromatu owoców. Istnieje też granita zrobiona z mocnej, słodkiej, mlecznej kawy – pychota nad pychotami!
  • Na śniadanko polecam różnego rodzaju ciastka (francuskie lub „pączkokształtne”) z nadzieniem z sera ricotta. Za 1,5Euro mamy gwarantowany dobry początek dnia. Specjalnością sycylijską jest brioche e gelato, czyli bułka z lodem w środku. Do kupienia w każdej cukierni lub kafejce.
  • Na koniec coś, czego włoskiej nazwy nie pamiętam – specjalność regionu – kuskus z kawałkami różnych gatunków ryb i owoców morza podany wraz z rzadką rybną zupą pomidorową – można się zakochać.
  • Amatorom lokalnych trunków polecam (ze słyszenia – bo nie próbowałem) limoncello – likier cytrynowy pochodzący rdzennie z Sycylii. Alkohol ten można w wersji butelkowej pewnie kupić i w polskich sklepach, jednak na Sycylii, w lokalnych knajpkach, często sprzedaje się domowej roboty limoncello – podobno różnica ogromna.

I tak oto, chyba pierwszy raz w życiu, zabawiłem się w relację podróżowania kulinarnego. I nawet nie jest mi wstyd :-) Po prostu – życzę smacznego!

Brak komentarzy: